Pierś pełna westchnień - "Suspiria" Luci Guadagnino

Suspiria Daria Argenta z 1977 – film, od którego wypada zacząć tę refleksję – był dla mnie sporym odkryciem. Uzmysłowił mi obfitość środków filmowego wyrazu, które użyte z rozmachem i wyobraźnią twórcy mogą wręcz przytłoczyć siłą ekspresji. Już w czołówce pamiętnego obrazu atakuje nas drapieżna, a zarazem oniryczna, ścieżka dźwiękowa, za chwilę dołącza jaskrawa kolorystyka i gwałtowny, zlany deszczem pejzaż nocnego miasta. W tym zmysłowym spektaklu grozy, pewnie jednym z najlepszych, już syk automatycznych drzwi dworca i wzburzony podczas ulewy kanał przyprawiają o dreszcz, a to zaledwie preludium do krwawej orgii. Byłoby jednak nieporozumieniem, gdyby 40 lat później remake Luci Guadagnino ścigał się z oryginałem, z jego estetyką i temperamentem. W efekcie twórca rozczarowałby zarówno wielbicieli giallo, jak i oddanych fanów swoich „włoskich idylli”, jakże odbiegających emocjonalnością i nastrojem od lunaparku kina grozy. 

> Recenzja filmu.
suspiria (2018), platka filmu
Suspiria, 2018

Reżyser Tamtych dni, tamtych nocy porzuca Fryburg Argenta i wprowadza się do zimnowojennego Berlina. Trzeba przyznać, że jest to wdzięczne miejsce akcji dla strasznej opowieści z przekazem. Oglądamy więc Berlin schyłku lat 70. (odległy, a jednak znajomy...), który aż huczy od społecznych konfliktów i skrajnych nastrojów; media donoszą o atakach terrorystycznych, na ulicach eksplodują bomby, a siły porządkowe przemocą tłumią nieposłuszeństwo. Trwa gorączka, z której nie wyłonił się jeszcze zarys przyszłego porządku. Guadagnino i jego scenarzysta wprowadzili nowe społeczne konteksty i wzbogacili przekaz filmu o świeże tropy.
Dakota Johnson jako Susie
 Susie (Dakota Johnson)

Ten buzujący Berlin, chociaż na przemian chłostany deszczem i przysypywany śniegiem, nie stygnie. Jego temperaturę można odczytywać z haseł wypisanych na berlińskim murze - monumen- talnym symbolu opresji; krzykliwe litery wylegają na ulice, zaglądają w okna mieszkań, gabinetów i restauracji. Odbijają się też w przeszklo- nych drzwiach szkoły tańca, której próg przekracza Amerykanka, Susie Bannion (Dakota Johnson). Ale ta groźna, nie stroniąca od ofiar gra toczy się i tutaj, chociaż na innych zasadach. Po pierwsze jest domeną kobiet (mężczyźni reprezentują zewnętrzny, pogrążony w nieświadomości świat), po drugie, przyobleczona jest w taneczną ekspresję, cielesność i ezoteryczne wizje. Mentorką Susie zostaje tajemnicza Madame Blanc (Tilda Swinton), która, mimo posiadania ezoterycznej wiedzy i magicznych zdolności, nie spodziewa się, że nowa uczennica sprowadzi na jej dom krwawe katharsis.

Susan ucieka od przeszłości. Pomaga jej w tym żywioł tańca, który oswobadza instynkty, powoli wyzwalając z więzów, jakie narzuciło na jej ciało religijne wychowanie i pruderyjna kultura. Ze sceny na scenę obnaża się – zdejmuje ubiór i rozpuszcza włosy, by w dniu występu stanąć przed publicznością, wraz z innymi tancerkami, w kostiumach uplecionych jedynie z czerwonej sieci. O ostatecznym powodzeniu tej przemiany zadecyduje jednak siła i indywidualizm bohaterki, ponieważ taniec – uwikłany w interesy sabatu i czarną magię – wcale nie musi wieść ku wolności... Choć może się wydawać, że quasi-patriarchalna, nie znosząca sprzeciwu mentalność, nie istnieje w szeregach kobiet, to ma się ona tam bardzo dobrze.

To nie płeć biologiczna – mówi z ekranu Guadagnino – określa społeczne postawy i predyspozycje. Dobitnie podkreśla to zresztą mistyfikacja jakiej dopuściła się ekipa filmu. Początkowo informowano bowiem, że w postać doktora Klemperera - jedynego godnego oponenta czarownic, wcielił się niejaki Lutz Ebersdorf, niemiecki terapeuta. Jednak pod naciskiem dziennikarzy, Swinton przyznała wreszcie, że była to jej "sekretna" rola. Realizacyjny rozmach sprawił, że nowa Suspiria nie mieści się w ramach gatunku – jest w pełni autorską, nie fetyszyzującą nadmiernie kobiecego ciała, baśnią o wyzwalaniu się z ról społecznych przypisywanych płci. 


Lutz i Tilda, zestawie plakatów
Lutz i Tilda

By nie zakłócić krytycznej wymowy obrazu, Guadagnino odrzucił paletę krzykliwych neonowych barw poprzednika. Zdjęcia jego operatorów są monochromatyczne, odrapane z kolorów i jakby zmęczone ciężarem historii. Nie są jednak monotonne, gdy budzą się sny i wizje, kreacja nabiera rozmachu – pojawiają się astralne kształty, duchy i surrealizm rodem ze wspaniałych fotografii Francesci Woodman. Te przygaszone, pełne ludzkiego bólu przestrzenie i dramatyczne wydarzenia wypełnia istny koncert oddechów i westchnień - czasem donośny i witalny, jaki tchnie z piersi wyzwolonej tancerki, a czasem rzężący i słaby, uchodzący z człowieka na łożu śmierci pod ciężarem egzystencjalnego brzemienia, ale zawsze wyrażający jedną, wspólną wszystkim ludziom wolę – nieustające pragnienie jeszcze jednej chwili.



_

Recenzja filmu: 
Suspiria
Reżyseria: Luca Guadagnino
Scenariusz: David Kajganich
Polska premiera: 2 listopada 2018
Gatunek: horror
Produkcja: USA, Włochy


Komentarze

  1. To nie sa moje klimaty, ale piszesz bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, ten film jest jak nóż w serce, nie każdy lubi takie łaskotki. ;) Żart, dzięki za komentarz!

      Usuń
  2. Zapowiada się ciekawy film. Będę musiała go obejrzeć

    OdpowiedzUsuń
  3. O nie! Od horrorów to ja się trzymam z daleka ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Ja panicznie boję się horrorów i salonów kosmetycznych, brr. :/

      Usuń
  4. Fantastyczna recenzja, tak plastyczna, że wszystko sobie mogłam wyobrazić. Zapragnęłam obejrzeć film, która jest jak nóż w serce, inne nie mają sensu. Dzięki serdeczne, idę poszukać innych inspiracji na blogu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, czytelników ze świecą szukać. Pozdrawiam. :)
      (Pieniążki przelewem, tak jak się umawialiśmy.)

      Usuń
  5. Brzmi genialnie i do tego ta obsada, na pewno warte obejrzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, bo "Suspiria" dostarcza wrażeń zarówno zmysłowych - taniec i cielesność stanowią centrum opowieści, jak i doznań intelektualnych, na wielu poziomach. Do tej pory znałem bodaj dwa inteligentne horrory: "Psychozę" Hitcha i "Nie oglądaj się teraz" Roega. (Dzięki, jw.)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty